Pozarządowiec, społecznik, radny
autor(ka): Piotr Teisseyre
Praca w organizacji pozarządowej daje szansę poznania z bliska potrzeb mieszkańców, ale to mandat radnego daje najskuteczniejsze narzędzia wywierania wpływu na sprawy lokalne. Tak mówią osoby, które łączą pracę w sektorze pozarządowym i funkcję radnego miasta.

W ostatnich tygodniach w portalu ngo.pl toczyła się debata o organizacjach-córkach – fundacjach i stowarzyszeniach tworzonych przez instytucje publiczne. Z funkcjonowaniem tego typu organizacji wiąże się zjawisko łączenia przez te same osoby pracy w sektorze pozarządowym i pełnieniem rozmaitych funkcji w samorządzie.

Jaka jest skala tego zjawiska? W 16% organizacji w skład zarządu lub rady fundacji wchodzą przedstawiciele władz samorządowych (tzn. radny gminy lub powiatu, członek sejmiku lub zarządu województwa, burmistrz, wójt, starosta, marszałek województwa). W stowarzyszeniach łączenie funkcji członka zarządu z aktywnością w samorządzie występuje częściej (24%) niż w fundacjach (5%). Środowisko samorządowe częściej miesza się z sektorem pozarządowym na wsi (30%) oraz miastach do 50 tys. mieszkańców (21%) niż w większych miastach (10%). 

Co wiemy o osobach, które działają na styku dwóch sektorów? Czy czują się w większym stopniu przedstawicielami samorządu, czy organizacji pozarządowych? A może ten podział nie ma większego znaczenia?

O swojej działalności społecznej i w radzie miejskiej opowiada Jarosław Szostakowski, Prezes Fundacji Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej i już czwartą kadencję radny m.st. Warszawy, oraz Jakub Chełstowski, Prezes Stowarzyszenia Tychy Naszą Małą Ojczyzną, a od 2010 roku radny w Tychach.

Zaczęło się od harcerstwa

Pozarządowców zaangażowanych w pracę samorządu łączy podobny bagaż doświadczeń związany z podejmowaniem od najwcześniejszych lat aktywności społecznej, która kształtowała ich myślenie o sprawach publicznych.

– Od lat młodości angażowałem się w sprawy społeczne, zaczynałem od harcerstwa, organizacji turystycznych, potem poświęciłem się pracy w Fundacji – wspomina Jarosław Szostakowski. – A od 1998 roku działam w stołecznym samorządzie. To bardzo ważna część mojego życia.

Podjęcie pracy w samorządzie i trzecim sektorze zdaje się być naturalną konsekwencją wcześniejszych wyborów życiowych, w których liczyła się praca na rzecz dobra wspólnego.

– Bycie radnym i prezesem Fundacji traktuję jako pewnego rodzaju działalność społeczną. W Fundacji angażuję się całkowicie wolontariacko, w Radzie nie pracuję również zawodowo. Z mojego punktu widzenia w obu przypadkach podejmuję się rzeczy ważnych i które, jakkolwiek górnolotnie może to zabrzmieć, służą dobru publicznemu – mówi Jarosław Szostakowski.

Jakub Chełstowski odkrył w sobie żyłkę społecznika po ukończeniu studiów, gdy poświęcił się pracy z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi mieszkańcami w Osiedlowym Klubie „Tuptuś” w Tychach. Tam organizował zajęcia sportowe i wydarzenia osiedlowe. Od zawsze chciał jednak zmieniać Tychy i integrować mieszkańców wokół spraw ważnych dla miasta. W 2007 roku wstąpił do Stowarzyszenia Tychy Naszą Małą Ojczyzną, a w 2010 roku został radnym, startując w wyborach jako przedstawiciel Komitetu Wyborczego pod tą samą nazwą co Stowarzyszenie.

Punkty styku

Radni pytani o związki między pracą w trzecim sektorze i samorządzie, wskazują na możliwość wykorzystania pozarządowego doświadczenia w wykonywaniu mandatu.

– Znaczna część moich aktywności jako radnego związana jest z polityką społeczną i edukacją. Doświadczenia zebrane w Fundacji pomagają mi podejmować decyzje dotyczące przekazywania organizacjom pozarządowym części zadań publicznych w tych obszarach. Jestem również członkiem Warszawskiej Rady Pożytku Publicznego – mówi Jarosław Szostakowski.

Wiedza i doświadczenie w pracy radnego przydaje się również w działalności społecznej.

– Organizujemy wizyty studyjne i szkolenia dla osób z krajów postsowieckich. Kontakty z działalności publicznej przydają się w realizacji tego typu projektów – twierdzi Jarosław Szostakowski.

Nasza mała ojczyzna

Dla Jakuba Chełstowskiego punktów styków między pracą w Radzie Miasta i Stowarzyszeniu jest znacznie więcej.

– Uważamy się za stowarzyszenie obywatelskie, które reprezentuje mieszkańców na forum Rady. To szczególnie istotne zważywszy, że przewodniczący Rady Miasta nie udziela głosu osobom bez mandatu radnego.

Jakub Chełstowski przyznaje również, że jako radny ma znacznie większe możliwości kontrolowania władzy wykonawczej. – Bez mandatu radnego bywa, że wali się głową w mur i niewiele można zdziałać. Prezydent może nie odpisać na list od mieszkańca, grozi mu co najwyżej skarga na bezczynność urzędu, ale nie może zignorować zapytania radnego. Radnych traktuje się poważniej.

W tej sytuacji można postawić pytanie, w jakim celu radny potrzebuje stowarzyszenia, pełniąc swoją funkcję powinien wszak reprezentować mieszkańców? Zdaniem Jakuba Chełstowskiego te dwie sfery działalności znakomicie się uzupełniają.

– Radny może mówić i pisać interpelacje, ale jako Stowarzyszenie mamy znacznie szerszy repertuar działań. Stowarzyszenie zorganizowało niegdyś w ramach akcji „Masz głos, masz wybór” wydarzenie, w czasie którego tyszanie mogli wypisać swoje marzenia dotyczące przyszłości miasta. Marzenia zostały później przekazane Prezydentowi. Finał akcji nie był optymistyczny: Prezydent zarzucił nam, że uprawiamy politykę.

Z punktu widzenia Jakuba Chełstowskiego wsparcie ze strony Stowarzyszenia nadaje większą rangę jego działalności w Radzie Miasta.

– Łatwiej jest mi pełnić mandat radnego, gdy reprezentuję Stowarzyszenie, które zrzesza 50 członków i ma bagaż pozytywnych doświadczeń.

Jakie to doświadczenia? – Ostatnio udało nam się wprowadzić zasadę, że obrady komisji są nagrywane w formacie mp3 i udostępniane. Organizujemy kafejki obywatelskie. W jednej z nich której uczestniczył Wojewoda Śląski. Mieszkańcy wykorzystali to spotkanie i przekazali Wojewodzie petycję w sprawie budowy obwodnicy miasta. Przykładów podobnych działań można mnożyć – dodaje Jakub Chełstowski.

Konflikt interesów

Z formalnego punktu widzenia radni nie mogą być członkami zarządu stowarzyszenia lub fundacji, jeśli organizacja prowadzi działalność gospodarczą z wykorzystaniem mienia miasta lub gminy. Ograniczenia związane z wykonywaniem funkcji radnego sformułowane zostały w ustawie o samorządzie gminnym (więcej w serwisie: poradnik.ngo.pl).

Przykład Wrocławia, gdzie wybuchła burza medialna wokół przekazania przez magistrat 1,5 mln zł na rzecz stowarzyszenia Polska Izba Młodych Przedsiębiorców LOM, pokazuje jednak, że punktów zapalnych może być znacznie więcej. Przekazanie środków miejskich na rzecz organizacji, której prezesem jest wrocławski radny, nie było wprawdzie sprzeczne z prawem, ale uderzało w poczucie tego, gdzie powinna przebiegać granica między funkcją radnego i przedstawiciela organizacji pozarządowej.

Fundacja Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej i Stowarzyszenie Tychy Naszą Małą Ojczyzną ze środków miejskich nie korzystają i nie ubiegają się o nie.

– Gmina ogłasza konkursy, w których organizacje pozarządowe mogą wziąć udział. My nie uczestniczymy w nich. To byłaby próba załatwiania swoich interesów w sposób dla nas nieakceptowany. Staramy się trzymać zasady transparentności, chociaż wiemy, że inni radni nie podchodzą do tych spraw tak konsekwentnie – mówi Jakub Chełstowski.

Jarosław Szostakowski przypomina sobie tylko jedną sytuację, w której pełnienie funkcji radnego powiązane było w kłopotliwy sposób z działalnością pozarządową.  

– Był taki moment przez zmianą ustawy o pożytku publicznym i o wolontariacie, kiedy radni zasiadali w komisjach konkursowych rozdzielających granty. Zdarzyło się, że podejmowałem decyzję w sprawie organizacji, którą znam. W moim przekonaniu nie wystąpił konfliktu interesu, ponieważ ocenialiśmy konkretne projekty. Ustawa zmieniła się i szczęśliwie nie mam już takich dylematów.

Trzeci sektor w polityce

Zjawisko łączenia przez te same osoby pracy w organizacji pozarządowej i w samorządzie budzi skrajne emocje. Dyskutowali o nim uczestnicy Ogólnopolskiego Forum Inicjatyw Pozarządowych w 2011 roku (zapis całej debaty w portalu ngo.pl).

Katarzyna Batko-Tołuć z Sieci Obywatelskiej - Watch Dog Polska mówiła wtedy: – Jeśli ktoś piastuje stanowisko burmistrza, wójta i jest członkiem organizacji, to w następnej kadencji organizacja może być zniszczona. Wielu działaczy społecznych staje się pełnomocnikami ds. NGO - no, bo kto ma to robić. Ale przez to rezygnują z funkcji w NGO-sach. W ten sposób stajemy się pionkami w grze politycznej.

Inna stanowiska zajęła jednak Katarzyna Łotowska z Ośrodka Wspierania Organizacji Pozarządowych w Białymstoku: – Samorząd to my. To nie jest inny dziwny świat. Samorząd służy nam. Jesteśmy w stanie wzbogacić ten świat o wrażliwość, etykę, poczucie obywatelskości. Jako organizacje powinniśmy przestać ustawiać się w roli petenta. Decydując się na wejście do polityki bierzemy odpowiedzialność.

Różnica zdań bierze się z odmiennego sposobu pojmowania tego, czym jest polityka. Czy polityką są tylko rozgrywki między partiami politycznymi, czy też polityką jest szeroko pojmowana służba publiczna niezależnie od tego, czy pełniona przez funkcjonariuszy publicznych czy społeczników z organizacji pozarządowych?

A Wy, jak oceniacie zjawisko łączenia pracy w organizacji pozarządowej oraz radzie miasta lub gminy, a także pełnienia innych funkcji w samorządzie? Czy działalność w dwóch sektorach pomaga i zwiększa możliwości wpływania na sprawy lokalne, czy też stawia przed trudnym konfliktem interesu?

źródło: inf. własna (ngo.pl)
data publikacji: 2013-12-10
Uwaga! Przedruk, kopiowanie, skracanie, wykorzystanie tekstów (lub ich fragmentów) publikowanych w portalu www.ngo.pl w innych mediach lub w innych serwisach internetowych wymaga zgody Redakcji portalu!